“Jak długo pacjent nie ma kontaktu z własnym ciałem, tak długo jest przywiązany do straty, która spowodowała jego patologiczny stan. Każdy wysiłek jest nieświadomie motywowany chęcią odwrócenia tej straty. Będzie stwarzał sobie iluzje, by zaprzeczyć jej nieodwracalności, lecz tym samym nie pozwoli, by strata zajęła właściwe jej miejsce w przeszłości , aby on sam mógł funkcjonować w teraźniejszości jako odpowiedzialna osoba dorosła. Iluzja uniemożliwia mu nawiązanie kontaktu z rzeczywistością jego obecnego ciała, a zatem podtrzymuje poczucie straty. Myślę, że to tłumaczy, dlaczego tak wiele osób odczuwa lęk przed odrzuceniem lub samotnością. Chociaż terapeuta nie może przywrócić pacjentowi utraconej miłości, to może mu pomóc w ODZYSKANIU CIAŁA. Nie uśmierzy to bólu. W istocie może on się nawet przejściowo nasilić, ale nie będzie już bólem zagrażającym integralności jednostki. Pacjent akceptuje swoją stratę i czyniąc to, pozwala sobie na pełne życie w TERAŹNIEJSZOŚCI. Zamiast walczyć o odzyskanie utraconej miłości, wykorzystuje swoje uczucia , by BYĆ KOCHANYM I DAWAĆ MIŁOŚĆ. Tej zmiany nastawienia nie dyktuje mu rozum (od dzieciństwa wpaja się nam, jak ważna jest miłość- na ogół bezskutecznie), lecz potrzeba ciała. Ciało dąży do przyjemności i największą przyjemność odnajduje w autoekspresji. A spośród wielu sposobów autoekspresji MIŁOŚĆ jest najbardziej znaczącym i najbardziej przyjemnym. Być w kontakcie z ciałem to znaczy być w kontakcie z potrzebą miłości” (Alexander Lowen “Depresja i ciało”)
Powyższy cytat A.Lowena jest bardzo esencjonalny w treści, stąd lubię go przytaczać jako obrazową metaforę ucieleśnionej psychoterapii. Znajdujemy tutaj bardzo ciekawe nawiązanie do iluzji. Jak ona może się wyrażać na poziomie cielesnym? Wyobraźmy sobie człowieka bardzo zadbanego, który dba o swoje ciało, codziennie się rusza, uprawia sport, pielęgnuje swoją skórę kosmetykami, chodzi na masaże i do sauny. Jednocześnie pomimo estetycznych walorów ciała, ten człowiek ma poczucie, że jest jakby obok siebie: bez przepływu witalności, z chronicznym napięciem, którego pozbywa się za pomocą serii tych różnych zabiegów pomocowych, z częstymi niezrozumiałymi dla niego wybuchami złości, z trudnościami ze snem i brakiem satysfakcji w relacjach. Ten człowiek MA ciało, ale nie JEST ciałem.
Chciałabym aby ten opis pomógł nam zrozumieć, że nawiązywany tzw. „kontakt z ciałem” w trakcie psychoterapii np. tańcem i ruchem nie jest prostym zabiegiem pielęgnacyjnym, który ma na celu wyrzucenie z siebie napięcia czy odreagowanie emocjonalnie. Ucieleśniona psychoterapia zabiera nas w podróż głęboką i nierzadko (jak psychoterapia każdej modalności) – bolesną. To w ciele zapisana jest historia życia: największych często wczesnodziecięcych strat, braku odzwierciedlenia, braku wsparcia w doświadczeniu samoregulacji, odrzucenia emocjonalnego, chronicznego lęku w kontakcie z przemocą czy zniekształconego obrazu własnego ciała, a więc i własnego Ja. Dlatego też praca z ciałem w procesie psychoterapeutycznym wymaga ogromnej uważności, wiedzy oraz doświadczenia własnego wykwalifikowanego psychoterapeuty. A moc tej pracy oddają słowa Bessela van der Kolka, który napisał, że „Ciało pamięta wszystko, co umysł próbował zapomnieć”.
Przy odpowiednim przewodnictwie jest to jednak podróż wyjątkowo twórcza i autentyczna przez to piękna, gdyż prowadząca do najgłębszego i najbardziej żywego rdzenia w każdym z nas – zdolności do autoekspresji i miłości.